ładowanie
Dwa słoiki polskiego miodu spadziowego na rustykalnym drewnianym stole, na tle nasłonecznionego krajobrazu pasieki w górach. Ciemniejszy, lewy słoik ma etykietę „Miód ze spadzi iglastej” z gałązką sosny i szyszkami u podstawy. Jaśniejszy, bursztynowy, prawy słoik ma etykietę „Miód ze spadzi liściastej” z liśćmi i owocami klonu u podstawy. Oba słoiki zawierają numer telefonu: „tel: 607 208 961”. Pomiędzy nimi znajduje się mały bukiet polnych kwiatów, w tym chabrów. W tle widać rzędy uli pasiecznych rozsypanych wśród pól i zalesionych wzgórz. W oddali widać lecącą pszczołę.

Sierpień w polskich lasach to czas wielkich żniw, które nie mają nic wspólnego z kwiatami. Pszczoły, zazwyczaj zajęte lataniem od kielicha do kielicha, nagle zmieniają swój cel. Znikają w koronach jodeł lub w konarach jaworów, aby zebrać coś, czego żadna roślina nie zaoferowała im bezpośrednio .

Tym skarbem jest spadź, która powstaje dzięki drobnym owadom, takim jak mszyce, czerwce i miodówki . Te niepozorne stworzenia nakłuwają igły lub liście swoim cieniutkim, przypominającym słomkę aparatem gębowym, po czym wysysają krążący w roślinie sok.

Jak powstaje rosa miodowa?

Sok drzewny jest pełen cukrów, ale brakuje w nim białka, którego owady potrzebują do budowy swoich ciał . Aby zdobyć wystarczającą ilość protein, muszą przepuścić przez swój organizm o wiele więcej soku, niż są w stanie przetrawić .

Nadmiar cukru, który po drodze zostaje wzbogacony o enzymy z własnego układu pokarmowego owadów, jest wydalany na zewnątrz pod postacią lepkich, słodkich kropel . To właśnie jest rosa miodowa .

Pszczoły zbierają te krople zamiast nektaru, po czym znoszą je do ula, gdzie surowiec ten dojrzewa i odparowuje, zamieniając się w gęsty, ciemny miód .

Spadź iglasta kontra liściasta

Ostateczny kolor, smak oraz profil chemiczny gotowego produktu zależą w stu procentach od tego, na jakim drzewie żerowały owady . Różnice te nie są wyłącznie kosmetyczne .

  • Spadź iglasta (jodła, świerk, sosna, modrzew): Charakteryzuje się mroczną, smolistą, a czasem wręcz ciemnozieloną barwą . Jest mało słodka, za to wyczuwalnie żywiczna, korzenna i lekko cierpka w smaku . Wykorzystuje się ją głównie przy problemach z drogami oddechowymi, astmą oraz jako bardzo silny środek antybakteryjny .
  • Spadź liściasta (dąb, lipa, klon, brzoza): Jest znacznie jaśniejsza i wpada w odcienie bursztynowobrązowe . Jej smak jest łagodniejszy, bardziej kwiatowy i bywa lekko kwaskowaty . Ta odmiana fantastycznie wspiera układ krążenia, serce, nerki oraz regenerację wątroby .

Polskie miody królewskie

W świecie pszczelarskim miody spadziowe często noszą zaszczytne miano miodów królewskich lub papieskich . To nie jest tylko ładna przenośnia, ponieważ potrafią one mieć nawet dziewięć razy więcej minerałów i aminokwasów niż tradycyjne miody nektarowe . Wynika to z prostej chemii . Sok drzewny jest z natury bogatszy mineralnie od nektaru kwiatowego, a przejście przez ciało owada dodatkowo podbija te wartości .

Złoto z jodły i świerka

Absolutnym klasykiem w tej królewskiej rodzinie jest miód pozyskiwany z jodły i świerka . Jako jedyny na rynku dostarcza on organizmowi tak duże ilości srebra, molibdenu, wanadu, magnezu oraz wapnia . Posiada w swoim składzie gwajakol, czyli związek o potężnym działaniu wykrztuśnym, który medycyna konwencjonalna wykorzystuje chociażby w aptecznych syropach na kaszel .

Co równie fascynujące, kryje się w nim także nadtlenek wodoru, czyli po prostu woda utleniona . W miodzie nie występuje on jednak w gotowej, leżącej odłogiem formie .

Pszczoły celowo wzbogacają rosę miodową oksydazą glukozową . Ten enzym nieustannie przerabia glukozę, wodę oraz tlen, tworząc kwas glukonowy i właśnie nadtlenek wodoru .

W skoncentrowanym, gęstym miodzie reakcja ta zachodzi bardzo wolno . Jednak po jego rozcieńczeniu wodą lub w kontakcie z wilgotnym płynem z rany, tempo całego procesu skacze nawet kilkaset razy w górę . Miód działa tu jak precyzyjna fabryka włączana na żądanie, co gwarantuje mu wyjątkowo silne działanie przeciwbakteryjne, uaktywniające się dopiero w kontakcie z wilgocią .

Za produkcję surowca na to płynne złoto odpowiadają mszyce z rodzaju Cinara, a głównie gatunek Cinara pectinatae, które żerują masowo na jodłach w lipcu i sierpniu . Te duże, ciemne owady tworzą na pniach i gałęziach ogromne kolonie . W upalne dni jest ich tak wiele, że krople spadzi dosłownie kapią na leśną ściółkę . Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o spadzi zajrzyj też to tego artykułu, tam napisaliśmy więcej o właściwościach spadzi iglastej

Bieszczadzki jawor: bohater tego roku

W tym roku to jednak nie jodła gra pierwsze skrzypce . Sezon pszczelarski w całej Polsce rozpoczął się niesamowicie trudno, ponieważ chłodny kwiecień, przymrozki oraz susza drastycznie ograniczyły pożytki, przez co spadzi iglastej po prostu nie będzie . Za to jawor obrodził wspaniale .

Odpowiada za to konkretny owad, mianowicie zdobniczka jaworowa, znana biologom pod łacińską nazwą Drepanosiphum platanoidis . W przeciwieństwie do części swoich kuzynek, mszyca ta nie migruje między roślinami, lecz spędza całe życie wyłącznie na jednym gatunku drzewa i to ona jest źródłem rosy miodowej, którą zbierają w tym roku bieszczadzkie pszczoły .

Uwaga na językową pułapkę
Szukając w internecie informacji o miodzie jaworowym, czytelnicy najczęściej trafiają na opisy rzadkiego, wiosennego miodu nektarowego zbieranego prosto z kwiatów w kwietniu lub maju, który pojawia się nieregularnie raz na kilka lat . Bieszczadzka nowość z tego roku to produkt o zupełnie innym rytmie i pochodzeniu, tworzony latem z rosy miodowej na liściach . Mamy tu więc dwa różne miody ukryte pod jedną nazwą, o czym warto pamiętać, żeby nie pogubić się w poszukiwaniach .

Dlaczego jednak jawor dał tyle spadzi akurat teraz, gdy jodła całkowicie zawiodła ? Odpowiedź leży w biologii samych mszyc . Każdy ich gatunek zupełnie inaczej reaguje na panującą temperaturę, wilgotność oraz ogólny przebieg zimy i wiosny . To sprawia, że w tym samym lesie jedno drzewo potrafi obficie ociekać spadzią, podczas gdy drugie milczy zupełnie . Nie ma w tym sprzeczności, to po prostu kapryśna i nieprzewidywalna natura tego pożytku .

Tegoroczny, niezwykły urodzaj na jaworze to wspaniałe okno czasowe, a kto natrafi na słoik tegorocznego miodu jaworowego, ma w ręku rarytas, którego za dwanaście miesięcy może już zabraknąć . Zachowuje on głęboką, ciemną barwę, ale pozbawiony jest iglastej cierpkości na rzecz zdecydowanie delikatniejszego aromatu . Jest mistrzem w regulacji pracy serca i obniżaniu ciśnienia krwi . Dodatkowo wspiera nerki, drogi żółciowe, przyspiesza regenerację wątroby i skutecznie łagodzi napięcie nerwowe .

Ukryta supermoc dla jelit

Poza minerałami, spadź kryje w sobie jeszcze jedną, rzadko omawianą supermoc, którą jest nietypowy cukier . Podczas gdy miody nektarowe bazują głównie na błyskawicznie wchłanianych cukrach prostych (glukozie i fruktozie), w miodzie spadziowym mechanizm ten działa zupełnie inaczej .

Od pięciu do dziesięciu procent jego węglowodanów stanowią węglowodany złożone, takie jak oligosacharydy (na przykład melezytoza czy erloza) . Nasze enzymy trawienne po prostu nie potrafią ich rozbić .

Zamiast trawić się w żołądku, węglowodany złożone przechodzą przez niego nietknięte i docierają aż do jelita grubego, gdzie zaczyna się ich prawdziwa praca .

Stają się tam wyborną pożywką dla dobrych bakterii, głównie z rodzajów Bifidobacterium oraz Lactobacillus . Dobre bakterie poddają je fermentacji, tworząc krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, takie jak kwas masłowy . Związek ten uszczelnia barierę jelitową i gasi stany zapalne . To mechanizm znany z badań nad błonnikiem, z tą różnicą, że dostarcza go miód, a nie warzywa .

Te same mechanizmy selektywnie hamują rozwój złych bakterii (na przykład salmonelli), fizycznie zabierając im miejsce do życia . Mówiąc wprost, miód spadziowy karmi dobre bakterie, a głodzi te złe .

Miody spadziowe na świecie

Podobny fenomen biologiczny zna cały świat, z tą różnicą, że każdy region ma swojego unikalnego owada i drzewo, co pokazuje, jak różnie ten mechanizm wygląda w zależności od miejsca .

Schwarzwald i mroczne lasy

W Czarnym Lesie i na przedgórzu Alp Bawarskich rosną wielkie połacie jodły i świerka . Żerują na nich całe zespoły owadów, w tym mszyce Cinara piceae i Cinara pectinatae oraz czerwiec świerkowy Physokermes piceae . Powstający z tego miód (Waldhonig lub Weißtannenhonig) jest bardzo ciemny i ma głęboki, niemal balsamiczny zapach . Tradycyjnie podaje się go do twardych serów, ponieważ w słodkich zestawieniach jego intensywny smak po prostu ginie .

Nowa Zelandia i ptasie przysmaki

W nowozelandzkich lasach bukowych żyje owad zupełnie inny od naszych mszyc, czerwiec Ultracoelostoma assimile . To mała, nieruchoma tarczka wtopiona w korę, z której wystaje cieniutka, woskowa rurka zakończona kroplą słodkiej wydzieliny . Kropla ta jest tak ważna dla ekosystemu, że żywią się nią ptaki endemiczne (papuga kaka, ptak tui i dzwonecznik) . Latem kaka potrafi czerpać z niej większość dziennej dawki energii .

Problem polega na tym, że od kilku dekad o ten sam pokarm walczą inwazyjne osy Vespula, sprowadzone z Europy . W szczycie sezonu potrafią one wyjeść ponad dziewięćdziesiąt procent całej dostępnej spadzi, zostawiając ptaki i pszczoły praktycznie bez pożywienia . Miód, który mimo to udaje się zebrać, ma wyjątkowo niski poziom glukozy, dzięki czemu potrafi zostać płynny przez lata, a ponadto ma jeden z najwyższych poziomów polifenoli spośród miodów na świecie .

Śródziemnomorskie lasy piniowe

Pod łuskami kory greckich sosen, głównie sosny alepskiej i pinii, żyje czerwiec Marchalina hellenica, nazywany potocznie wełnistą mszycą z uwagi na biały, waciasty nalot okrywający jego ciało . Odpowiada on za aż sześćdziesiąt pięć procent całej greckiej produkcji miodu, czyniąc miód sosnowy (piniowy) prawdziwym filarem tamtejszego pszczelarstwa .

Owad ten wymaga bardzo konkretnych warunków, czyli wilgotności powyżej sześćdziesięciu pięciu procent i temperatury w okolicach dwudziestu stopni . Z tego powodu miód piniowy powstaje wyłącznie w górzystych regionach basenu Morza Śródziemnego (na Peloponezie, wyspie Evia, Krecie) oraz na wybrzeżu Turcji . Zbiory odbywają się wiosną i jesienią . Wiosenny produkt jest jaśniejszy i bardziej aromatyczny, a jesienny ciemniejszy i intensywniejszy .

Europejscy przybysze i hiszpańskie relikty

  • Włochy i Francja: Miód z owada Metcalfa pruinosa ma najkrótszą historię w zestawieniu, ponieważ owad ten z rodziny piewików pochodzi z Ameryki Północnej . Po raz pierwszy zauważono go we Włoszech (region Weneto) w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym dziewiątym roku, skąd rozprzestrzenił się po Włoszech, Francji, Szwajcarii, Chorwacji i Słowenii . Żeruje na blisko pięćdziesięciu różnych rodzinach roślin . Powstający z niego włoski miele di melata ma smak wyraźnie odróżniający się od innych spadzi, jest mniej słodki, lekko słony, z niepodrabialną nutą karmelu, przecieru pomidorowego i suszonych owoców .
  • Hiszpania: W większości kraju zbiera się ciemny, mineralny miel de bosque, pochodzący z lasów dębowych (z encin i dębów ostrolistnych) . Jednak w górach na południu kraju, w Serranía de Ronda, kryje się coś znacznie rzadszego . Rośnie tam jodła hiszpańska (Abies pinsapo), gatunek reliktowy przetrwały od trzeciorzędu i występujący na zaledwie kilku stanowiskach na świecie . Miód spadziowy z tych lasów, sprzedawany czasem pod nazwą El Pinsapar, jest produktem z jednego z najrzadszych drzew iglastych na kontynencie .

Bukowa zagadka w Bieszczadach

Skoro Nowa Zelandia zbudowała na buku cały eksportowy przemysł, dlaczego w polskich Bieszczadach, gdzie buków nie brakuje, nie ma czystego miodu bukowego ? Odpowiedź leży w biologii naszego lasu .

Nowozelandzkie buki z rodzaju Nothofagus rosną w gigantycznych monokulturach, a żyjący pod ich korą czerwiec Ultracoelostoma assimile potrafi wydzielać ogromne, łatwo dostępne ilości spadzi . To skala zupełnie nieporównywalna z niczym, co mamy w Europie . Z kolei nasz buk zwyczajny jest wiatropylny, więc w ogóle nie produkuje nektaru . Jego korony tworzą tak gęsty baldachim, że do dna lasu nie dociera prawie żadne światło .

Pod bukiem nie rosną żadne rośliny miododajne, nawet maliny . Pszczoły stawiane w samym środku buczyny bez wsparcia innych roślin mogłyby po prostu zginąć z głodu . Do tego zdobniczka bukowa, czyli mszyca odpowiedzialna za polską spadź bukową, pojawia się niezwykle rzadko i nieregularnie .

Z tego powodu pasieki stawia się na obrzeżach lasów, nie w ich centrum, a czysty miód bukowy praktycznie w Polsce nie istnieje . Bukowa spadź trafia zwykle do mieszanek liściastych . To zresztą ten sam mechanizm, który tłumaczy tegoroczną sytuację z jaworem i jodłą . Populacja owada produkującego spadź jest nieprzewidywalna, kapryśna i specyficzna dla gatunku drzewa, dlatego jeden sezon może dać w tym samym lesie urodzaj przy jednym drzewie i całkowitą ciszę przy drugim .

Złota zasada na koniec

Spadź to luksusowy, w pełni naturalny dar natury, ale łatwo ją zepsuć niewłaściwym obchodzeniem się z gotowym produktem .

Enzymy, nadtlenek wodoru i właściwości prebiotyczne, o których była mowa wyżej, giną w wysokiej temperaturze .

Dlatego złota zasada brzmi prosto: miód spadziowy rozpuszczamy w wodzie o temperaturze nieprzekraczającej czterdziestu stopni Celsjusza . Więcej ciepła oznacza w sensie dosłownym mniej miodu i mniej płynących z niego korzyści zdrowotnych .

Jeśli chcesz spróbować naszego miodu spadziowego zachęcamy do kontaktu i oczywiście zajrzyj do naszego „magazynu z miodami” i zobacz co w tym roku przygotowaliśmy dla ciebie