Znam te góry nie z turystycznych map, ale z własnego życia i opowieści rodzinnych. Tu są nasze korzenie. Jesteśmy stąd, „tubylcy”, którzy patrzą na okoliczne lasy i widzą coś więcej niż tylko drzewa. Widzimy historię, która rozegrała się na tej ziemi.
Przed wojną tereny te tętniły życiem – Liskowate, Arłamów, Jureczkowa, Terka były gęsto zaludnionymi wsiami. Dziś, gdy porównamy stare spisy ludności z obecnymi, widać ogromną wyrwę. Ale tamten świat nie zniknął bez śladu. W miejscach, gdzie stały drewniane chyże, dziś rosną zdziczałe jabłonie, grusze i śliwy. To „sady niczyje”, żywe pomniki dawnych mieszkańców, które natura wzięła w opiekę. Dla kogoś z zewnątrz to po prostu gęstwina, dla mnie to czytelna mapa, widzę kępę bzu czy starą studnię i wiem, że tu było czyjeś życie.
Ten krajobraz, choć naznaczony trudną historią wysiedleń, stał się paradoksalnie rajem dla przyrody. Nasze pszczoły czerpią nektar z tych starych, przedwojennych nasadzeń, które dziś karmią leśną faunę.
Ten klimat idealnie oddają słowa piosenki KSU, która dla nas, ludzi stąd, jest czymś więcej niż tekstem – jest opisem rzeczywistości za oknem:
Nasza pasieka stoi na ziemi, która wiele widziała. Gospodarując tutaj, czujemy się strażnikami tej pamięci, a miód, który powstaje w tym unikalnym ekosystemie, ma w sobie „ducha” dawnych Bieszczadów.