ładowanie
Pasieka Bieszczadzki Miód Liskowate Kolorowe drewniane ule ustawione na zielonej łące na skraju bieszczadzkiego lasu.

O przewadze pasieki stacjonarnej nad wędrowną. Dlaczego nie wywozimy pszczół na rzepak?

W pszczelarstwie, podobnie jak w życiu, trzeba czasem wybrać między „więcej” a „lepiej”. Kiedy wiosną widzimy na drogach lawety wiozące setki uli na wielkie uprawy rzepaku, w naszej pasiece w Liskowatem panuje spokój. Nasze pszczoły nigdzie się nie wybierają. Dlaczego? Przecież „pogoń za pożytkiem” to dziś standard w branży, a ceny i koszty wszystkiego rosną. Odpowiedź jest prosta i wynika prosto z naszej filozofii: postawiliśmy na jakość miodu i bezpieczeństwo naszych podopiecznych, a nie na bicie rekordów w ilości wyprodukowanych litrów. 

Wielu z Was pyta, czym właściwie różni się pasieka stacjonarna od wędrownej. Różnica jest fundamentalna, nie tylko w sposobie codziennej pracy pszczelarza, ale przede wszystkim w tym, co finalnie zamykamy w słoiku. A tutaj, w Górach Słonnych, natura daje mi tyle dobra, że nie musimy szukać go nigdzie indziej.

Pszczoła na walizkach, czyli stres i ryzyko

Pasieka wędrowna to trochę taki „pszczeli koczownik”. Pszczelarz pakuje ule na przyczepę i wywozi je tam, gdzie akurat coś obficie kwitnie, najczęściej są to ogromne, hektarowe monokultury. Cel jest jeden: pozyskać jak najwięcej miodu jednego gatunku w jak najkrótszym czasie.

Brzmi logicznie? Ekonomicznie pewnie tak, le spójrzmy na to oczami pszczoły. Wyobraźcie sobie, że co kilka tygodni ktoś trzęsie Waszym domem, ładuje go na ciężarówkę i wywozi w nieznane miejsce, często o setki kilometrów. Transport to dla rodziny pszczelej ogromny szok. Wstrząsy, przegrzanie uli na platformach, ciągła zmiana lokalizacji,  to wszystko osłabia ich naturalną odporność. Pszczoła zestresowana to pszczoła słabsza, bardziej podatna na choroby.

Do tego dochodzi kwestia chemii. Wielkie uprawy rzepaku czy gryki wymagają ochrony, są intensywnie nawożone i pryskane. Nawet jeśli rolnik zapewnia nas o „ekologiczności”, nigdy nie mamy 100% pewności, co trafi do ula. Zawsze powtarzamy: „Nigdy nie wiesz, co sąsiad wylał na pole kilometr dalej”. Pszczoła nie zna granic działek. Wystarczy jeden oprysk w nieodpowiednim momencie, by nie tylko podtruć rodzinę pszczelą, ale też zanieczyścić naturalny miód pozostałościami pestycydów. Dla nas, prowadzących pasiekę z pasji, to ryzyko nie do przyjęcia.

Luksus świętego spokoju w Liskowatem

My wybraliśmy inną drogę. Bieszczadzki Miód to pasieka stacjonarna. Oznacza to, że nasze ule stoją cały rok w tym samym miejscu – w otulinie lasów, na dzikich łąkach w Liskowatem. Pszczoły budzą się codziennie w tym samym „domu”, znają teren, wiedzą, gdzie szukać wody i nektaru. Ten spokój przekłada się na ich zdrowie i siłę. Dlaczego lokalizacja w Liskowatem jest tak kluczowa?

  1. Różnorodność diety: Pszczoły na monokulturze (np. na polu rzepaku ciągnącym się po horyzont) jedzą tylko „jedno danie”. Nasze “dziewczyny” w Górach Słonnych mają do dyspozycji prawdziwy „szwedzki stół”. Tu zakwitnie mniszek, tam dzika mięta, wierzba, kruszyna, malina leśna, a zaraz potem spadź na jodłach. Ta bioróżnorodność to bogactwo mikroelementów w miodzie, którego nie da się podrobić.
  2. Czystość terenu: Nie interesują nas zbiory z upraw przemysłowych. Korzystamy z tego, co dają dzikie sady, nieużytki i lasy. Tutaj nikt nie pryska łąk glifosatem, bo… nikomu się to nie opłaca. Teren jest trudny, górzysty, ale dzięki temu dziki i czysty. To nasza osobista gwarancja, że oferujemy Wam miód bez chemii.   

Cierpliwość, której brakuje w biegu

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko się mówi. Czas. W pasiece wędrownej często liczy się tempo. Trzeba szybko odwirować miód, żeby zdążyć przewieźć ule na kolejne kwitnienie (np. z rzepaku na akację). Czasem zdarza się, że w tym pośpiechu wiruje się miód, który nie jest jeszcze w pełni dojrzały – zawiera za dużo wody, co może powodować jego fermentację.

My, prowadząc pasiekę stacjonarną, mamy ten luksus, że możemy czekać i czekamy, aż pszczoły poszyją (zamkną woskiem) plastry. To dla nas sygnał: „miód jest gotowy, gęsty i idealny”. Nie gonią nas terminy wywózk (choć jak w każdym przypadku, terminy zawsze gonią, ale inaczej)i. Ten brak pośpiechu czuć potem w konsystencji i smaku miodu bo ten jest gęsty, esencjonalny i doskonale się przechowuje.

Jakość, której nie da się podrobić

Nie będziemy ukrywać, że prowadzenie pasieki stacjonarnej ma jedną ekonomiczną „wadę”. Miodu mamy zazwyczaj mniej niż koledzy, którzy wożą ule po całej Polsce. Pszczoły muszą się bardziej napracować, szukając nektaru na różnorodnych, leśnych łąkach, gdzie nektar nie leje się strumieniami jak na polu uprawnym.

Ale dla nas ta „wada” jest największą zaletą. Miód, który wirujemy, jest „bogatszy” w wartości odżywcze. Powstaje z setek gatunków roślin, w tym ziół leczniczych, którymi porastają nasze góry. To nie jest „słodka woda” z jednej rośliny, ale skomplikowana kompozycja smaków i właściwości leczniczych, którą tworzy unikalny mikroklimat Gór Słonnych.

Wasze zdrowie

Nie twierdzimy, że każdy miód z pasieki wędrownej jest zły,  wielu pszczelarzy robi to rzetelnie. Ale my postawiliśmy na zaufanie, transparentność i spokój. Wolimy spać spokojnie, wiedząc, że nasze pszczoły są bezpieczne, nie są przemęczone podróżami, a Wy otrzymujecie jakość miodu, pod którą możemy się podpisać własnym nazwiskiem. Wybierając miód z naszej pasieki, wspieracie pszczelarstwo, które szanuje rytm natury, a nie próbuje go prześcignąć. I gwarantujemy Wam, że  ten spokój i dzikość Bieszczad czuć w każdym słoiku.