ładowanie
szklane słoiki z miodem kremowanym, z owocami liofilizowanymi ustawione w rzędach

W świecie pszczelarstwa rzadko dochodzi do rewolucji, bo natura od wieków radzi sobie doskonale bez naszej pomocy. Jednak połączenie tradycyjnego rzemiosła z nowoczesną wiedzą pozwoliło nam zamknąć w słoiku coś, co dzieci nazywają „miodową nutellą”, a my – owocową apteką. Miód kremowany z dodatkiem owoców liofilizowanych to nie jest zwykły przetwór. To nowa forma podania darów natury, która sprawia, że dbanie o odporność staje się najprzyjemniejszym punktem dnia. Często pytacie nas, czy taki produkt jest równie wartościowy co ten płynny (patoka) czy stały (krupiec). Odpowiedź brzmi: jest dokładnie taki sam pod względem składu, a dzięki dodatkom owocowym – staje się prawdziwą bombą witaminową.

Wielkie obalanie mitów o miodzie z dodatkami

Wokół puszystych miodów narosło sporo nieporozumień, które wynikają głównie z przyzwyczajenia do miodów płynnych, stojących na sklepowych półkach. Czasem, słyszymy obawy, że miód kremowany jest „napompowany” chemią lub sztucznymi utleniaczami, które nadają mu taką jasną, niemal perłową barwę. To pierwszy i największy mit. Proces kremowania to czysta fizyka, a nie chemia. Nie dodajemy do słoików żadnych emulgatorów ani spulchniaczy. To, co widzicie, to efekt cierpliwości i mechanicznego rozbijania kryształów.

Drugim mitem jest przekonanie, że miód z owocami to głównie cukier i aromaty. W naszej pracowni zapach, który uderza po otwarciu słoika, pochodzi wyłącznie z darów natury. Nie znajdziecie tu syropu glukozowo-fruktozowego ani sztucznych barwników. Słodycz to zasługa pracy naszych pszczół, które oblatują czyste tereny w okolicach Liskowatego, a intensywny kolor i kwaskowaty przełom to zasługa owoców.

Tajemnica białej pianki: „Miodowa Śmietanka”

To, co niektórzy biorą za wadę lub objaw zepsucia, dla nas jest certyfikatem najwyższej jakości i dowodem na to, że miód jest surowy. Biała pianka lub marmurkowy nalot na powierzchni to pęcherzyki powietrza uwięzione w strukturze miodu podczas jego mieszania. Ale to nie jest „zwykłe” powietrze. W tej delikatnej piance, niczym w soczewce, kumuluje się to, co w ulu najcenniejsze.

Znajdziecie tam aktywne enzymy i bioskładniki – to dowód na to, że miód nie został przegrzany w procesie konfekcjonowania. Wysoka temperatura (powyżej 40 stopni Celsjusza) niszczy te delikatne związki, a miód staje się martwy. W piance gromadzą się też mikroskopijne drobiny pyłku kwiatowego i wosku. Ma ona konsystencję delikatnego musu i to właśnie w niej aromat jest najbardziej intensywny. Waldek zawsze powtarza, że brak pianki w miodzie kremowanym może sugerować, że produkt był zbyt mocno podgrzany w celu łatwiejszego rozlania do słoików. U nas pęcherzyki powietrza zostają, bo szanujemy naturalny rytm powstawania produktu. Jeśli więc widzicie biały nalot pod nakrętką – uśmiechnijcie się. To znak, że trzymacie w ręku prawdziwe zdrowie.

Jak powstaje idealny miód kremowany?

Cały proces zaczyna się od tradycyjnie cedzonego miodu wielokwiatowego. Wybieramy go nieprzypadkowo – wielokwiat z naszych terenów bazuje na roślinach leśnych, malinie dzikiej i ziołach, co daje mu łagodny charakter, idealny do łączenia z owocami. Czasami dla koneserów ostrzejszych smaków kremujemy miód spadziowy. Aby uzyskać konsystencję masła, która nie spływa z kanapki, poddajemy go procesowi kremowania. Polega on na mechanicznym mieszaniu miodu przez kilka dni.

Specjalne urządzenie (kremownica) pracuje w cyklach: kilkanaście minut mieszania, kilka godzin odpoczynku. To pozwala rozbić duże kryształy cukru (glukozy) na drobne, niewyczuwalne na języku cząsteczki. Wszystko odbywa się na zimno. Pamiętajcie, że kremowanie nie zmienia właściwości leczniczych – zmienia jedynie postać fizyczną. Dzięki temu miód pozostaje miękki i smarowny przez wiele miesięcy, co jest ogromną wygodą w kuchni.

Magia liofilizacji: Skondensowana moc natury

Dopiero do tak przygotowanej, aksamitnej bazy dodajemy owoce liofilizowane. Dlaczego akurat takie, a nie świeże? Liofilizacja to proces usuwania wody poprzez mrożenie i odparowanie lodu pod niskim ciśnieniem (sublimacja). To najszlachetniejsza metoda konserwacji żywności. Dzięki niej owoc zachowuje swój pierwotny kształt, kolor, a co najważniejsze – niemal 100% witamin i minerałów.

Gdybyśmy dodali do miodu świeże owoce, zawarta w nich woda doprowadziłaby do szybkiej fermentacji – miód po prostu by „wykipiał” ze słoika i skwaśniał. Owoce liofilizowane są suche jak wiórki, ale po połączeniu z miodem odzyskują swoją głębię smaku. Są też niezwykle wydajne. Aby uzyskać 1 kg liofilitzatu, potrzeba około 10 kg świeżych, dojrzałych w słońcu owoców. To dlatego te miody mają tak obłędny, intensywny kolor.

Owocowa Apteka: Wybierz swój kolor zdrowia

Każdy wariant smakowy, który tworzymy w naszej rodzinnej miodosytni, ma nieco inne zastosowanie:

  • Z maliną: To pierwszy wybór Basi, gdy tylko poczuje u domowników pierwsze objawy jesiennego osłabienia. Malina zawiera kwas salicylowy, który działa napotnie. W duecie z miodem wielokwiatowym to najlepsza metoda na naturalne zbicie lekkiej gorączki.
  • Z czarną porzeczką: To prawdziwa „bomba witaminowa”. Porzeczka jest jednym z najbogatszych źródeł witaminy C i antyoksydantów. Jej kwaskowaty smak idealnie przełamuje słodycz miodu, co uwielbiają osoby, dla których tradycyjny miód jest zbyt mdły. Wszyscy nasi znajomi preferują właśnie ten mód doceniając jego niesamowite walory smakowe.
  • Z truskawką: Absolutny hit wśród dzieci. Truskawka dostarcza potasu i magnezu, a jej aromat sprawia, że nawet największe niejadki chętnie sięgają po zdrową przekąskę.
  • Z borówką/jagodą: Naturalne wsparcie dla wzroku. Antocyjany zawarte w ciemnych owocach regenerują naczynia krwionośne w oku i poprawiają widzenie po zmierzchu.

Gdzie bije serce naszej jakości?

Często pytacie, dlaczego miód z okolic Liskowatego i Gór Słonnych jest inny. Odpowiedź tkwi w braku monokultur. W naszych okolicach nie znajdziecie wielkich pól rzepaku, które wymagają intensywnego nawożenia i oprysków. Nasze pszczoły zbierają nektar z dzikich łąk, leśnych polan i przydomowych sadów. To sprawia, że baza do miodu kremowanego jest wolna od chemii rolnej, co w dzisiejszych czasach jest luksusem.

Warto też wspomnieć o kuchni Basi. Ona nie wyobraża sobie miodu kremowanego tylko na kanapce. Często dodaje go do kefiru lub skyru zamiast owoców. Nasz miód z czarną porzeczką świetnie sprawdza się też jako dodatek do domowych dressingów sałatkowych – dodaje im niezwykłego koloru i głębi smaku.

Twoja codzienna łyżeczka bieszczadzkiego słońca

Wybierając miód kremowany z naszej pasieki, dostajecie produkt, który powstał z szacunku do pszczół i Waszego zdrowia. To nie jest masowa produkcja, gdzie miód jest filtrowany pod ciśnieniem i przegrzewany, by zawsze wyglądał tak samo. Nasze słoiki mogą się od siebie różnić – stopniem napowietrzenia czy ilością pianki. I to jest w nich najpiękniejsze.

Pamiętajcie, by przechowywać go w chłodnym i ciemnym miejscu, choć wiemy z doświadczenia, że przy jego smaku, słoik rzadko stoi na półce dłużej niż tydzień. Czy macie już swój ulubiony owocowy duet, czy dopiero zaczynacie przygodę z miodową pianką?

Chętnie opowiemy Wam więcej o tym, jak powstają nasze zbiory – wystarczy, że do nas napiszecie lub odwiedzicie nas na miejscu. Zachęcamy również do śledzenia naszej strony. Może wspólnie wybierzemy smak, który najlepiej wzmocni Waszą odporność w tym sezonie.