Są w „Bieszczadzkim Workowcu” miejsca, w których zegary zatrzymały się w 1947 roku. W dolinach, gdzie niegdyś tętniło życie, jak w Jamnej, Grąziowej czy Trójcy, dziś panuje ogłuszająca cisza. Ściany dawnych chyż dawno rozpadły się w proch, a cerkwiska zarosły trawą. Zostało jednak coś, co zdaje się kpić z upływu czasu: milczące sady. Stare, zdziczałe jabłonie i grusze, które mimo braku ludzkiej opieki, co roku rodzą owoce, jakby wciąż czekały na dawnych gospodarzy.
Spis treści
Duch dawnego Bartnika i zapomniane milczące sady
Wśród mieszkańców okolic Liskowatego do dziś krążą opowieści, które opowiadały nam nasze babcie i prababcie. Region ten od wieków uchodził za „upiorystyczny”, to miejsce, gdzie granica między światem żywych a umarłych jest cienka jak pajęczyna. Legenda głosi, że w ruinach Jamnej wciąż spotkać można postać, której czas się nie ima: Duch Dawnego Bartnika. Nie odszedł wraz z innymi podczas wysiedleń. Został przy swoich pszczołach, których barcie od pokoleń znajdowały się w dziuplach starych jodeł.
Miejscowi wierzą, że to jego niewidzialna dłoń pielęgnuje te zapomniane drzewa, przycinając gałęzie w blasku księżyca i dbając, by soki ziemi zawsze trafiały do owoców. Region ten od wieków uchodził za mroczny i tajemniczy. Archeolodzy do dziś odnajdują tu ślady pochówków antywampirycznych to dowody na to, że nasi przodkowie panicznie bali się tych, którzy nie chcieli odejść na drugą stronę. Bartnik z Jamnej nie jest jednak złym upiorem. To opiekun, choć jego obecność budzi dreszcz u każdego, kto odważy się naruszyć spokój doliny.
My, w Bieszczadzkim Miodzie, czujemy tę więź szczególnie mocno. Choć wiedzieliśmy o mrocznej sławie tych okolic, to właśnie tam, w stronę dzikiej natury i mistycznych historii, ciągnęło nas najbardziej, by stawiać ule. Może właśnie chodziło o niewidzialną opiekę Ducha Dawnego Bartnika? Kto to wie…
Niewidzialna tarcza nad pasieką
Dziś, choć Jamna jest wyludniona, pszczelarze czasem dogadują się z Nadleśnictwem i stawiają tam pasieki tymczasowe. To tereny niezwykle bogate w pożytki, bo wiosną milczące sady wybuchają kwiatami, a latem jodły dają najszlachetniejszą spadź. Jest jednak jeden problem: Bieszczady to królestwo niedźwiedzia.
Wszyscy wiedzą, że niedźwiedź dla miodu i czerwiu zrobi wszystko. Rozbije ul, zniszczy pasiekę w jedną noc. Jednak w Jamnej dzieje się coś niewytłumaczalnego. Pszczelarze opowiadają o świeżych śladach potężnych łap dookoła pasiek, które…. nagle urywają się lub zawracają przed linią drzew. Jakby te zapomniane sady otaczała niewidzialna bariera, mur z zimnego powietrza, który nie pozwala królowi karpackiej puszczy podejść bliżej.
Spotkanie oko w oko we mgle
Krąży opowieść o jednym z pszczelarzy, który przyjechał do Jamnej o świcie. Mgła była tak gęsta, że ledwo widział własne dłonie. Nagle usłyszał ciężki oddech i trzask gałęzi. Kilka metrów przed nim z oparów wyłonił się potężny niedźwiedź. Pszczelarz zamarł, wiedząc, że nie ma gdzie uciekać.
W tym momencie poczuł na ramieniu czyjąś dłoń, lodowato zimną, ale dającą dziwny spokój. Poczuł zapach starego wosku i dymu z podkurzacza, choć jego własny sprzęt był jeszcze zimny. Niedźwiedź nagle stanął na tylnych łapach, fuknął, jakby kogoś zobaczył tuż obok człowieka, po czym skulił się, opadł na cztery łapy i bezgłośnie wycofał w zarośla. Kiedy mężczyzna się odwrócił, nikogo za nim nie było. Został tylko delikatny szept wiatru w liściach starych jabłoni.
Miód z serca bieszczadzkiej ziemi
Nasz miód czerpie z tej samej dzikiej natury, która odmawia posłuszeństwa czasowi. To nie jest zwykły produkt, to esencja roślin, które przetrwały dzięki opiece duchów przeszłości i niezwykłej sile bieszczadzkiej ziemi. Każdy słoik to kropla historii, której Strażnik z Jamnej pilnuje w swoich milczących sadach od pokoleń.
Złotopowieść pod lupą
Legenda o upiorach i duchach z okolic Jamnej i Liskowatego opiera się na faktach etnograficznych. Region ten był badany m.in. przez Oskara Kolberga, który w swoich pracach notował niezwykle silną wiarę miejscowej ludności w istoty nadprzyrodzone i „chodzące po śmierci”. Jeszcze w XX wieku badacze notowali w tych okolicach przypadki tzw. pochówków antywampirycznych (np. zwłoki przywalone ciężkimi głazami lub przebite kołkami). Pszczelarstwo na tych terenach od wieków łączyło wiedzę przyrodniczą z dawną magią ochronną.
Chcemy, abyście wiedzieli, że te historie to nie tylko nasze wymysły. Te opowieści wciąż krążą wśród miejscowej ludności. Choć każda rodzina dodaje do nich coś od siebie, strach przed upiorami jest w tych stronach wszechobecny do dziś.