ładowanie
kłąb zimowy pszczół- jak pszczoły zimują

Zima w górach bywa surowa i nieubłagana. Kiedy śnieg zasypuje wylotki uli w Liskowatem, mogłoby się wydawać, że natura w tej części świata zapadła w głęboki sen. Jednak wewnątrz drewnianych domków, pod grubą warstwą izolacji, dzieje się coś niezwykłego. Pszczoły, w przeciwieństwie do os czy trzmieli, nie hibernują indywidualnie. Wypracowały one mechanizm, który od milionów lat pozwala im przetrwać ujemne temperatury bez utraty życia. To, jak pszczoły zimują, jest jednym z najbardziej fascynujących procesów w świecie przyrody, opartym na absolutnej solidarności całej pszczelej rodziny.

Kłąb zimowy, czyli ciepło płynące z jedności

Gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej 8–10 stopni Celsjusza, pszczoły zaczynają przygotowania do najważniejszej operacji w roku. Przestają latać i skupiają się ciasno wokół swojej matki, tworząc strukturę zwaną kłębem zimowym. Ma on kształt kuli, co jest najbardziej efektywną formą pod względem utrzymania ciepła.

Wewnątrz tego kłębu dzieje się magia biologii. Pszczoły nie mają grzałek, mają jednak mięśnie skrzydeł. Wprowadzając je w bardzo szybkie drgania, wytwarzają energię cieplną bez poruszania samymi skrzydłami. W samym centrum kłębu, tam gdzie przebywa królowa, temperatura początkowo wynosi około 20–25°C. Jednak gdy tylko w ulu pojawi się pierwszy wiosenny czerw (często już w lutym), pszczoły dokonują tytanicznego wysiłku i podnoszą temperaturę w sercu kłębu do stałych 35°C, aby umożliwić rozwój nowym pszczołom, podczas gdy na zewnątrz szaleje bieszczadzki mróz.

Mechanizm rotacji: Sprawiedliwość wewnątrz rodziny

To, jak pszczoły zimują, opiera się na fascynującej rotacji. Owady znajdujące się na zewnętrznej warstwie kłębu pełnią rolę izolatora, są zbite bardzo ciasno, by ciepło nie uciekało na zewnątrz. Jednak z czasem ich organizmy wychładzają się. Wtedy następuje powolna wymiana: pszczoły z zimniejszej, zewnętrznej skorupy wchodzą do środka, by się ogrzać i pożywić miodem, a ich miejsce zajmują te, które zdążyły już nabrać sił w cieplejszym centrum.

Ten nieustanny ruch sprawia, że żadna pszczoła nie zamarza samotnie. Cały kłąb powoli przesuwa się po plastrach, podążając za zapasami pożywienia. Pszczoły nie ogrzewają całego wnętrza ula, to byłoby marnotrawstwo energii. One ogrzewają wyłącznie siebie nawzajem. Dlatego tak ważne jest, aby w ulu znajdował się najwyższej jakości miód, który stanowi ich paliwo. Bez tego cennego daru natury, drgania mięśni szybko by ustały.

Co jedzą pszczoły, gdy świat przykrywa śnieg?

Energia potrzebna do wytworzenia ciepła pochodzi bezpośrednio z węglowodanów zgromadzonych w miodzie. W naszych pasiekach dbamy o to, by jesienne zbiory pozostawione owadom były wystarczające do przetrwania do pierwszych wiosennych oblotów. To, co pszczoły jedzą zimą, musi być łatwo przyswajalne.

W regionach takich jak nasz, gdzie nie ma wielkopowierzchniowych upraw rzepaku, pszczoły zimują głównie na miodach wielokwiatowych z domieszką leśnej spadzi. Jest to dla nich korzystne, ponieważ miód rzepakowy krystalizuje bardzo twardo, co utrudnia owadom jego pobieranie przy niskich temperaturach. Naturalne pożytki z okolic Gór Słonnych gwarantują im zbilansowane paliwo. Jako pszczelarze dbamy jednak, by zimowy pokarm był dla nich łatwo przyswajalny i nie obciążał ich układu pokarmowego podczas długich miesięcy bez oblotu. Unikamy zbędnego otwierania uli, by nie rozbić kłębu i nie wypuścić drogocennego ciepła.

Cisza i spokój – klucz do bezpiecznego zimowania

Pszczelarz zimą staje się strażnikiem spokoju. Największym zagrożeniem dla tego, jak pszczoły zimują, nie jest sam mróz, lecz wilgoć i hałas. Stukanie dzięciołów w ścianki ula czy silne podmuchy wiatru mogą zaniepokoić rodzinę. Gdy pszczoły się stresują, zaczynają intensywniej drgać, co zwiększa zużycie zapasów miodu i może doprowadzić do przepełnienia ich jelit.

Zapewniamy im odpowiednią wentylację, by wilgoć z oddechów pszczół mogła uciekać, ale jednocześnie dbamy o izolację. W ulu panuje wtedy swoisty mikroklimat. Kiedy odwiedzamy pasiekę w styczniu, wystarczy przyłożyć ucho do ściany ula. Ciche, miarowe huczenie to najpiękniejsza muzyka dla pszczelarza i sygnał, że życie trwa i czeka na słońce.

Dlaczego bieszczadzka zima jest dla nich dobra?

Można by pomyśleć, że łagodniejsza zima w mieście jest lepsza dla owadów. Nic bardziej mylnego. Stabilne, mroźne zimy w czystych regionach sprzyjają lepszemu zimowaniu. Pszczoły nie dają się wtedy oszukać chwilowym ociepleniom i nie wylatują z ula zbyt wcześnie. Czystość powietrza i brak zanieczyszczeń chemicznych sprawiają, że ich organizmy są silniejsze.

Cierpliwość godna podziwu

Fascynujące jest również to, jak pszczoły dbają o higienę. Przez całą zimę, trwającą w Bieszczadach czasem wiele miesięcy, nie załatwiają się wewnątrz ula. Wszystkie produkty przemiany materii gromadzą w organizmie i z niesamowitą dyscypliną czekają na pierwszy słoneczny dzień z temperaturą powyżej 10°C. Dopiero wtedy wykonują tzw. oblot oczyszczający. To wielki sprawdzian ich wytrzymałości, który pokazuje, jak silna jest ich natura.

To, jak pszczoły zimują w tak naturalnym otoczeniu, przekłada się później na ich wiosenną witalność. Kiedy w końcu nadejdą pierwsze ciepłe dni marca, a przebiśniegi przebiją się przez śnieg, te same pszczoły, które ogrzewały się w zimowym kłębie, wylecą na pierwszy oblot, by przynieść do ula pierwszy nektar i pyłek.

Zrozumienie zimowego życia pszczół uczy nas szacunku do ich tytanicznej pracy. Każda kropla miodu, którą znajdziecie w słoiku, to efekt tej niezwykłej wytrwałości i współpracy, która nie ustaje nawet wtedy, gdy świat wokół wydaje się zamarznięty.