Więcej niż pasieka. Opowieść o ludziach i miejscu.
Tam, gdzie Karaszyn szepcze legendy
Nasza pasieka nie powstała w przypadkowym miejscu. Jej domem jest Liskowate, wieś ukryta w dolinie potoku Karaszyn, u stóp Gór Słonnych. To tutaj, z dala od cywilizacyjnego zgiełku, w otoczeniu dzikiej przyrody Bieszczadów Niskich, nasze pszczoły zbierają nektar. To surowy, ale hojny kawałek ziemi. Kiedy otwierasz słoik naszego miodu, czujesz nie tylko słodycz, ale też zapach górskich łąk, szum mszańskiego potokui czyste powietrze okolic Arłamowa i Krościenka. To miód, który powstaje w rytmie natury, bez pośpiechu, dokładnie tak, jak to miejsce nakazuje.
Pszczelarstwo mamy we krwi. Sztafeta pokoleń
Mówi się, że miłość do pszczół się dziedziczy. W naszej rodzinie to prawda, która trwa od pokoleń. Wiedza, którą dziś wykorzystuję pochodzi nie tylko z książek, ale przede wszystkim z doświadczenia taty i dziadka. Być może ta nić sięga jeszcze głębiej w historię, której nikt już nie pamięta. Pszczelarstwo to dla mnie coś więcej niż hobby, to mój sposób na zachowanie ciągłości i pielęgnowanie rodzinnych tradycji. Każdy zbiór to kontynuacja tradycji, którą z dumą przekazuje dalej.
Pamięć zapisana w krajobrazie
Bieszczady to nie tylko dzika przyroda, to przede wszystkim pamięć o ludziach, którzy byli tu przed nami. Nasze ule stoją na historycznym pograniczu kultur Bojków i Łemków. Choć losy tego regionu były burzliwe i zmieniły jego krajobraz, ślady dawnych mieszkańców wciąż są tu obecne. Przypominają o nich stare, zdziczałe sady owocowe i zarysy domów ukryte w wysokich trawach. Szanujemy tę ciszę i historię zapisaną w ziemi. Wierzymy, że gospodarując tutaj, przywracamy tym wzgórzom życie, a nasz miód niesie w sobie szacunek do tradycji i nutę nostalgii za dawnym światem.
Tygiel kultur i ukryte skarby
Liskowate to od zawsze kulturowy tygiel. W naszej rodzinie miesza się krew niemieckich osadników a być może i bojkowskie czy łemkowskie geny. Takie to były czasy na pograniczu, które dały dom nawet Grekom. Dziś, patrząc na liskowacką cerkiew („pod modrzewiem” jak w piosence KSU) i wędrując przez zdziczałe sady, wracają legendy o ukrytych dzwonach czy ikonostasach. Kto wie, co kryje ziemia pod naszymi ulami? Może prawdziwym skarbem jest właśnie ta żywa pamięć i płynne złoto, które z niej powstaje.